„Trafo” – potrzebna pomoc

Bardzo potrzebujemy pomocy dla Trafo  –  przemiłego kocurka wczoraj zabranego ze stacji wysokiego napięcia w Łodzi. Kocurek ciągnie za sobą tylne łapki, potrzebne są środki na diagnostykę i leczenie  –  może uda się mu pomóc.  W czwartek 16 czerwca 2016 trafił do całodobowej lecznicy, w piątek czekają go badania  –  na pewno rtg i dalsze postępowanie zależne od wyników i zaleceń lekarzy.

Kocurek jest wychudzony, ale nie w tragicznej formie, prawdopodobnie kontroluje wydalanie  –  ma szansę na w miarę normalne funkcjonowanie  –  dlatego chcemy go ratować.

Na filmiku widać, jak się porusza :

Jak do nas trafił? Jak zwykle, dłuższa historia, no i ja ze skrótami trochę na bakier…. Więc  –  takiej Agacie w kwietniu zginął rudy kot. Szukała, jakoś tam pomagałam  –  drukując ogłoszenia, szukając po necie. W rezultacie trafił do nas rudy Abramek Mendoza, błąkający się po centrum  –  jest już w nowym domu. Z p.Agatą byłyśmy w tzw kontakcie. No i kilka dni temu ktoś ją zawiadomił, że na stacji energetycznej jest ranny rudy kot  –  może to jej? Nie jej, Antoś znalazł się wrócił wcześniej. Ale informację przesłała do mnie  –  to był wtorek.

Zanim zdążyłam cokolwiek zrobić  –  daleko ode mnie, a ja zagoniona ciut jestem  –  zadzwoniła Dorota (w środę)  –  z dokładniejszymi informacjami. Kot jest na stacji od kilku tygodni, próbował go zgarnąć Animal Patrol, bez skutku. Ciągle próbuje go złapać karmicielka p.Ania, Dorota zresztą też  –  ale zwierzak ostrożny, podmurówka wysoka. Wieczorem albo w nocy podchodzi do ogrodzenia do miseczek, w ciągu  dnia chowa się gdzieś pod ziemię, mówiły panie Ania i Dorota.

Zwierzaka szkoda… Może warto jeszcze spróbować?

Podjechałam zrobić „wizję lokalną”  –  przez płot widać coś w rodzaju kanału nakrytego deskami  –  podobno tam się chowa. Zadzwoniłam do ZE, dostałam telefon do kierownika stacji  –  stacja zasilania wysokiego napięcia, tego najwyższego, zasila całą dzielnicę Łodzi. Obiekt strzeżony, bez możliwości dostępu dla osób postronnych  –  z takim prądem żartów nie ma. Stacja bezobsługowa  –  ale w piątek rano będzie tam ekipa, mogę podjechać, dać klatkę łapkę, pracownicy postawią. Mnie za płot nie puszczą  –  nie wolno. Rozumiem. Zadzwoniłam do Animal Patrolu  –  byli, próbowali, szukali, ale kot ukrył się nie wiadomo gdzie, no to co i jak mieli łapać… . Kota nie widzieli, podobno widziała go jakaś pani  –  dostałam namiary  –  wg tej pani kot nie ciągnie tyłu, tylko kuleje na jedną łapkę.

Chciałam zobaczyć tego kota  –  bo jak kuleje, to jest szansa, że wejdzie ostrożnie do klatki i ją zamknie. Jeśli pełza ciągnąć za sobą tył  –  ruszy klatkę zanim cały w niej będzie, drzwiczki spadną mu na grzbiet, ucieknie. Łapki czułe są, łapacze wiedzą, o co chodzi. A wtedy mogiła  –  nie złapiemy go.

Wzięła urlop na piątek  –  klatka będzie na stacji, a ja za płotem będę czekać w nerwach. Ściągnęłam większą łapkę z Radogoszcza  –  dwie postawię. Wykombinowałam usztywnienie klatek, by nie zamykały się tak lekko. I nastawiłam się na nieprzespaną noc  –  bo nerwy, złapie się, nie złapie…

Wczoraj (czwartek) późnym wieczorem telefon od Doroty  –  Ania, mamy go, mamy!!!! No to letę na mojej niebieskiej miotle, tym razem w nerwach dotyczących kota  –  kilka tygodni w takim stanie, jeśli zwieracze nie trzymają, może być żywcem żarty przez robale, wtedy tylko uśpienie.. A tego nie lubię…

To był chyba cud  –  Dorota wracała wieczorem, zobaczyła kota poza ogrodzeniem, rzuciła się go łapać gołymi rękami  –  nie zważając na to, że jeśli dziki, to może podrapać i pogryźć jak cholera, nie zastanawiając się, co z nim zrobi, jak złapie  –  bo dzikusa trzymać będzie dwoma rękami, trzeciej do telefonu nie ma, kontenerka też na spacery nie bierze.

Złapała w momencie, kiedy wspinał się na podmurówkę ogrodzenia  –  nie bronił się, bardzo płakał, odruchowo przytuliła  –  też zaczął się przytulać i mruczeć…. Domowy zagubiony kot…. Młody, niewykastrowany… Sprawdziłam swoje zapiski i internet  –  nikt go nie szuka…

Zawiozłam do lecznicy, po ogólnej ocenie stanu zdecydowałyśmy z lekarką zaszczepić interwencyjnie  –  sezon na pp, lepiej nie ryzykować. Lekarka obmacała, kości nóżek nie połamane, paluszki zdeformowane  –  pewnie od ciągania.  Miednicy nie gniotła za bardzo, żeby kocurkowi bólu nie sprawiać, w każdym razie na 95% jest połamana i to niefajnie. I pewnie tak niefajnie się zrosła  –  kot jest kilka tygodni w tym stanie.

Kot został w lecznicy  –  w piątek będzie diagnozowany. Informować będę.

Pomożecie zrobić dla niego to, co się da? Dać mu szansę na lepsze życie?

Dziś  –  21 czerwca 2016  –  wiemy nieco więcej. Mamy zdjęcie rtg  –  widać na nim koszmarną deformację kręgosłupa i całego kośćca, wszystko wskazuje na to, że to wady genetyczne, a nie urazy powypadkowe. Konsultujemy go ze specjalistami  –  bardzo chcemy coś dla niego zrobić, poprawić mu standard życia, być może w ogóle umożliwić życie i funkcjonowanie. Nie znamy jego wcześniejszych losów  –  jedno jest pewne  –  ten kot MIAŁ dom. Dlaczego go stracił? Raczej został wyrzucony, niż uciekł  –  nikt go nie szuka…  Może pojawiły się problemy np. z wypróżnianiem?

Zresztą, spójrzcie na to zdjęcie  –  komentarza nawet dla laika nie potrzeba:

W piątek  –  od razu po zdjęciu  –  kotek dostał lewatywę  –  jelitka miał całe zapchane.  Poskutkowała bardzo hmmm obficie  –  na posłanko. Przedwczoraj (niedziela) byłam w lecznicy  –  Trafo rwie się do ludzi jak szalony, gada, domaga się głaskania, jedzenia  –  sami zobaczcie na filmiku:

No i chyba zdecydowanie lepiej się porusza  –  może to skutek opróżnienia zapchanych jelitek, może „puściły” dzięki temu jakieś uciski na nerwy? Widać na kolejnym filmiku:

Kot dostaje leki przeciwzapalne, przeciwbólowe i wspomagające pracę  układu nerwowo-mięśniowego i rdzenia. Załatwia się samodzielnie, nic nie „gubi”. Czasem trafia do kuwety  –  ale nie wiemy, czy świadomie, czy przypadkowo. No i napełniony  brzuszek wypycha się z jednej strony.

Z konsultacji  –  na razie tylko na podstawie zdjęcia i filmików, chcemy go trochę wzmocnić, zanim zaczniemy wozić po specjalistach  –  oprócz koszmarnych deformacji widocznych na zdjęciu rtg dla każdego  –  wiemy na razie tyle:

W obrębie tkanek miękkich  –  deformacja serca, nieprawidłowe drzewo oskrzelowe  –  skutek deformacji klatki piersiowej  –  żeber, kręgosłupa, mostka. Na pewno problemy z układem pokarmowym, perystaltyką jelit  –  uciski na nerwy. W kościach  –  podejrzenie pęknięcia lub niezrośniętego spojenia łonowego, podejrzenie zwichnięć w stawach biodrowych  –  a raczej wadliwej budowy, żaden nie jest prawidłowy. Kości strzałkowe oddzielone od piszczeli  –  brak więzozrostu, piszczele krzywe i odchylone. I zdeformowane paluszki, nie zmieściły się na rtg…

Na razie leki   –  przeciwzapalne, przeciwbólowe, wspomagające układ nerwowo-mięśniowy. Za kilka dni  –  żeby szczepionka się „utrwaliła”  –  steryd dożylnie. Karma fibre, ułatwi pasaż jelitowy    –  i obserwując czekamy.

Jak się ustabilizuje  –  dalsza diagnostyka.

Jeśli chcecie pomóc  –  prosimy  o wpłaty z dopiskiem TRAFO – na konto FFA Łódź 71 1020 2313 0000 3802 0442 4040, Fundacja For Animals Oddział Łódź 40-384 Katowice, 11-go Listopada 4.

Źródło: Fundacja For Animals, Oddział Łódź


Zrobiłeś już zakupy w ZooPlus?
Jeśli nie, to pamiętaj żeby zrobić je korzystając z niniejszego banera:

W ten sposób, bez żadnego wysiłku wspierasz koty pięcioma procentami wartości swojego zamówienia!

Pamiętaj! To nic Ciebie ekstra nie kosztuje, nie tracisz dotychczasowych rabatów, nadal możesz korzystać z oferowanych przez sklep promocji.


Poznań. Kot do adopcji (do domu „niewychodzącego”).

Cześć, mam na imię Borys, dla kumpli Borysek. Mam około dwóch lat, chyba… liczyć za bardzo nie potrafię,  a na dworze trudno zajmować się liczeniem, jak nie ma co do pyszczka włożyć. Miałem kiedyś dom, ale niewiele to pamiętam. Dom był… i nagle go nie było. Nie wiem gdzie zniknął, pewnie kosmici porwali… a do tego bardzo dawno. Po nim pozostała mi tylko obróżka, z tygodnia na tydzień coraz ciaśniejsza, aż rany się porobiły i futerka ubyło. Bolało jak cholera. Błąkałem się miasteczkach wsiach, a skończyłem w lesie. Dlaczego w lesie? Bo tutaj jakoś sobie radziłem. Tutaj kotów mniej, a ja typ samotnika, samotnika nie z wyboru a z konieczności. Gdziekolwiek się pojawiałem, inne koty mnie atakowały. Co widać na całym moim ciele. Ran i cięć co nie miara. Dobrze, że nie miałem lustra, bo chyba bym osiwiał.

Myślicie, że było mi łatwo? Oj, nie. Przyzwyczajony w domu do codziennej miski, nagle zmuszony do zdobywania jedzenia. A przecież ja tego nie potrafię. Nikłem w oczach. Chudy, brudny i z dnia na dzień coraz słabszy.

Na szczęście spotkałem na swojej drodze człowieka. A dokładnie, przy drodze. Patrzę – samochód. Miła Pani z ciepłym głosem. Hm… zaryzykować i pójść? A może jednak nie? Mimo, że jestem facetem  to bardzo się bałem, bo wiem, że nie wszystkie człowieki są dobre… ale ta była. Weszliśmy do takiej dziwnej burczącej skrzyni z oknami… a potem to już było tylko miło. Obecnie jestem na „tymczasie”… cokolwiek to oznacza. No i miska pełna jest.

Przeszedłem „diagnostykę lekarską”. To jest cytat, bo te słowa kompletnie mi nic nie mówią. Ale podobno oznacza to, że jestem już zdrowy. Jakieś testy FelvFiv mam ujemne. Jestem odrobaczony, wykastrowany i wzorowo korzystam z kuwety. Po prostu MISTRZ!

Lubię poleżeć na kolanach u człowieka, także na parapecie, ale wtedy obowiązkowe drapanie po główce!

Wiem, że do „tymczasu” jest długa kolejka, więc chętnie się przeniosę do domku, w którym się mną ktoś zaopiekuje, w sensie, że da mi jeść, pić i podrapie, he, he… a ja będę mruczał najsłodsze melodie na świecie wprost do ucha. Mogę też pośpiewać (moje obecne ludziska to lubią). Krótko mówiąc: SZUKAM DOMU! NAJLEPIEJ, ABYM BYŁ JEDYNYM  KOTEM!

Kontakt: Ania, tel. 515 433 157

Czytaj dalej

Kastracja kota

Koty, które nie są przeznaczone do rozrodu, powinny być bezwzględnie kastrowane, za czym przemawiają przede wszystkim względy zdrowotne. Statystyki pokazują, że kastrowane zwierzęta żyją dłużej, mają mniejsze tendencje do włóczęgostwa i bardziej przywiązują się do opiekuna.

Jakie są wskazania do zabiegu kastracji u kotów i kiedy należy go wykonać?

Większość dojrzałych płciowo niekastrowanych kocurów znaczy teren moczem, którego zapach należy do bardzo intensywnych, a ponadto jest wyjątkowo trudny do usunięcia. Niewielu właścicieli zdaje sobie sprawę, że kastracja jest również najlepszym rozwiązaniem z punktu widzenia zdrowia kota.

Kocurki niewychodzące odczuwają popęd seksualny, który może objawiać się niepokojem, a nawet przeradzać się w agresję. Ponadto eskapady, niekiedy nawet walki pomiędzy kocurami, bardzo często kończą się koniecznością udzielania pomocy chirurgicznej i długim leczeniem. Kocury wykastrowane chętniej przebywają w domu i nie są pobudzone w okresie występowania rujek u kotek.

Pamiętajmy o tym, że kotki są samicami sezonowo poliestralnymi, to znaczy, że wykazują aktywność płciową najczęściej od lutego do sierpnia, zatem czas ewentualnej aktywności kocurów niekastrowanych jest dość długi.

Zdecydowanie najlepiej jest kastrować koty młode, zanim jeszcze zaczną znaczyć swój teren, ale już po osiągnięciu dojrzałości i pełnym rozwoju układu moczowo-płciowego. Każde zwierzę musi być traktowane indywidualnie, bowiem wiek osiągnięcia dojrzałości jest warunkowany osobniczo i rasowo – z reguły jest to 6.-9. miesiąc życia zwierzęcia. Warto skonsultować się z lekarzem weterynarii, który po badaniu zaproponuje odpowiedni termin wykonania zabiegu. Czytaj dalej

Co dwa koty to nie jeden

Galeria (162)Wiele osób posiadających kota dochodzi po jakimś czasie do wniosku, że zbyt dużo czasu spędza on samotnie ze względu na ich tryb życia, lub tez „dojrzewają” do obcowania z większą ilością kotów pod jednym dachem. Słowem, postanawiają, że dla towarzystwa swemu kotu i sobie przygarną jeszcze jedno zwierzę. Pod każdym względem słuszna to decyzja, lecz może się zdarzyć, że przyniesiony do domu nowy lokator nie zostaje zaakceptowany przez kociego gospodarza. Trzeba wtedy szukać domu dla świeżo adoptowanego kociaka lub – jeśli zostanie – żyć w pewnym dyskomforcie z nie lubiącymi się współlokatorami. To są, na szczęście, sytuacje sporadyczne. Większość kotów jakoś się dogaduje, a nawet zaprzyjaźnia (może z wyjątkiem stuprocentowych samotników, bo i takie koty też bywają). Czytaj dalej

Czy kot na dworze jest szczęśliwszy?

 

Czy warto wypuszczać swojego kota z domu? Tu ścierają się zdania licznych opiekunów kotów.

Przez wieki koty były zwierzętami gospodarskimi, żyjącymi niejako obok ludzi broniąc zbiorów przez gryzoniami. Utarło się przekonanie, że kot jest takim wolnym duchem, któremu najlepiej jest na swobodzie. „Kot własnymi drogami chodzi”  to przysłowie symbolizuje wolność i określa kogoś kto jest wolnym duchem, niezależnym, kogoś kto ma własne zdanie i kieruje się własną opinią. Kot symbolizuje wolność i decydowanie samemu o sobie.

d4991-dsci00722b-2bkopiaDo dziś wielu opiekunów kotów nie chce pozbawiać ich „wolności”, gdyż uważają, że koty chodzące samopas są szczęśliwe. Szczęśliwe ale czy bezpieczne?

W ciągu ostatnich 100 lat cywilizacji ludzkiej, świat zmienił się na tyle, że nie jest już bezpieczny dla kota wychodzącego. Koty wolno żyjące niestety żyją znacznie krócej niż te siedzące w domu. Średnio kot powinien dożyć do 18-20 lat. Koty wolno żyjące dożywają średnio 4 lat. Czytaj dalej

Gdyby kotom się chciało.

Głupia sprawa. Po wielu latach badań, doświadczeń, prób i błędów, (błędów było znacznie więcej niż prób) roztrwonienia milionowych grantów i przyznaniu trzech nagród Nobla, poważni, anemiczni naukowcy stwierdzili:

-Koty to najoptymalniejsze stworzenia do zdobycia i zasiedlenie Ganimedesa.

Ganimedesa rozumiecie, jednego z tych księżyców Jowisza. Po kie licho ktokolwiek miałby chcieć zasiedlać kawałek lodu bez atmosfery, bez roślinności, bez internetu- tego już nikt nie chciał wyjaśniać. Ale fakt pozostawał faktem: koty są do tego najoptymalniejsze. Bo niby wiecie- cieplutkie futerka, więc zaoszczędzi się na ogrzewaniu, darmowa elektryczność z głaskanego pod włos sierściucha, wrodzona ciekawość, naturalny instynkt zabójcy, intuicyjna zdolność do wyczuwania niebezpieczństwa, rozwinięta umiejętność komunikacji i tak dalej, i tak dalej.

I tak więc ogłosili to w „Scientific Journal”. Artykuł spotkał się z dużym uznaniem mętnego półświatka idiotów w kitlach i ich doktorantów.  Ba, nawet sam prezydent, w natłoku ważnych państwowych  spraw, znalazł minutę i przeczytał streszczenie artykułu dostarczone mu przez cycatą i dupatą, bardzo osobistą asystentkę. (Streszczenie artykułu Scientific Journal z dnia 19.05.2083 pt. „Koty to najoptymalniejsze stworzenia do zasiedlenia Ganimedesa”. Praca zespołu badawczego pod kierownictwem prof. dr hab. inż. mgr Kwiatkowskiego, kierownika wydziału katedry kosmetologii i kosmetyki w Poznaniu. Treść streszczenia: koty to najoptymalniejsze stworzenia do zasiedlenia Ganimedesa. Koniec streszczenia).

Czytaj dalej

1% podatku

Moi Mili,

staramy się, aby nasz zasięg działania był jak najszerszy. W tej misji pomaga nam współpraca z wieloma Fundacjami z różnych regionów kraju. Jeśli jeszcze nie zdecydowaliście na jaki cel przeznaczycie swój 1% podatku, w tym roku zachęcamy do wsparcia krakowskich kociaków, wspieranych przez:

Fundacja Pomocy Zwierzętom CHATUL
ul. Tysiąclecia 27/1, 41-933 Bytom
NIP 626 292 86 34
KRS 0000312325
Rachunek bankowy Fundacji: 63 2130 0004 2001 0462 3484 0001
mail: chatul@chatul.pl
www: http://chatul.pl/
Facebook: Fundacja Pomocy Zwierzętom CHATUL

Krakowska Fundacja Pomocy Zwierzętom „Stawiamy Na Łapy”
ul. Chocimska 1b, 30-056 Kraków
NIP 945 217 71 15
KRS 0000491968
Rachunek bankowy Fundacji: 79 2130 0004 2001 0651 3691 0001
mail: kontakt@stawiamynalapy.pl
www: http://www.stawiamynalapy.pl/
Facebook: Stawiamy Na Łapy

1_procent

Za pośrednictwem Fundacji CHATUL

1% - FSNŁ